Przejdź do głównej zawartości

Wołowinka w warzywach

Mięso wołowe, przynajmniej, w takiej gulaszowej wersji, którą chcę dzisiaj zaproponować, wymaga dość długiego duszenia, ale nie musi to oznaczać także długich przygotowań i wielu czynności. Choć najlepiej relaksuję się w kuchni, to także nie zawsze mam czas na wielogodzinne, przepraszam za wyrażenie, ślęczenie nad garami. Dlatego dobrze jest mieć w zanadrzu takie przepisy, które nie zaangażują nas przesadnie, a tak czy siak zagwarantują dobry smak. Połączenie mięsa, zwłaszcza wołowego, i warzyw korzeniowych lubię bardzo. Wszystkie składniki dają cudownie aromatyczny efekt końcowy, nie potrzebujecie wyszukanych składników, by zjeść danie, które cudownie rozpływa się w ustach!



Gulasz przygotowałam z 0,5 kg mięsa wołowego (najlepiej jeśli będzie lekko przerośnięte tłuszczem). Reszta składników to:
  • duża marchewka
  • duża pietruszka
  • seler (mniej więcej wielkości marchewki i pietruszki)
  • duża cebula
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • 3 liście laurowe
  • sól i pieprz
  • olej
  • 700 ml rosołu lub innego bulionu
Warzywa obieramy, płuczemy.
Kroimy, na przykład w słupki, ale tak naprawdę może to być dowolny kształt, byleby kawałki nie były zbyt duże.
Cebulę kroimy w pióra.
Mięso dzielimy na kawałki, 3-4 centymetrową kostkę. Na patelni mocno rozgrzewamy olej i podsmażamy na nim mięso, z każdej strony, by zamknąć wewnątrz soki.
Podgrzewamy 500 ml bulionu i przekładamy do niego podsmażone mięso, pilnując, by do garnka trafiła jak najmniejsza ilość tłuszczu. (Resztę bulionu zachowajcie na wypadek, gdyby w trakcie gotowania sos zbyt mocno się zredukował i była konieczność dolania.)
Na nim bowiem podsmażamy cebulę lekko prószoną solą.
 Gdy cebulka już będzie zeszklona, dokładamy warzywa i smażymy kilka minut.
Następnie wszystko przekładamy do garnka, doprawiamy zielem i liśćmi laurowymi.
Przykrywamy i dusimy na małym ogniu przez około 2 h, co jakiś czas mieszając. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem. Podajemy z ulubionym dodatkiem, na przykład pysznym, świeżym chlebkiem, żeby mieć czym zebrać z talerza wszystkie smaki, uwierzcie mi, że będziecie mieli na to ochotę ;) 


Komentarze

  1. Lubię takie miękkie mięsko, odkryłam niedawno że dobrze jest je robić również w piekarniku :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. What's up, after reading this awesome post
    i am ttoo happy to share my knowledge here with friends.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Administratorem danych jest Pichceniomania. Dane podane w formularzu kontaktowym i/lub wymagane do dodania komentarza zostaną wykorzystane wyłącznie w celu publikacji wpisanego zapytania/komentarza i udzielenia ewentualnej odpowiedzi.

Popularne posty z tego bloga

Jesienny zastrzyk pysznych witamin

Tak jak wiosną obżeram się nowalijkami, pachnącymi świeżutkimi rzodkiewkami czy sałatą, tak jesień niezmiennie kojarzy mi się z bombą witaminową w postaci soku z marchwi i jabłek. Oczywiście, takie soki można robić praktycznie cały rok, ale mnie one zwykle najbardziej porywają o tej porze. Marchew jeszcze na polu, cały czas soczysta i słodka. Jabłka zwłaszcza te tak zwane zimowe odmiany też w tej chwili królują... zatem do dzieła! Trzeba się wzmocnić w obliczu nadchodzącej słoty. Dodatkową atrakcją w moim domu rodzinnym jest używanie sokowirówki, która jest z nami od 1978 roku i działa tak samo niezawodnie!

Rybka w rozkosznie chrupiącej, ziołowej panierce

Ryba w panierce wcale nie musi ociekać tłuszczem, jak jawi się to niektórym orędownikom hiper zdrowego jedzenia. Ja sama na co dzień wybieram rybę pieczoną w całości, albo w potrawce, ale nie da się ukryć, że w panierce też lubię i z chęcią kuszę się na taką smażeninę od czasu do czasu. Panierka może być świetnym dodatkiem, wnieść w danie wiele smaku. W bardzo łatwy sposób możemy zmienić ją w niezwykle istotny element dania, by nie była wyłącznie zbędnymi, dodatkowymi kaloriami. Uważam, że ten przepis właśnie to udowadnia. Polecam!

Fiołkowa pychota

Codziennie podziwiam budzącą się do życia przyrodę. Wśród wschodzącej, soczyście zielonej trawy, pojawiło się mnóstwo fioletowych główek, radośnie prężących się do kwietniowego słonka! Kocham fiołki! Za ich kształt, wygląd, zapach, ale także za to, że te wszystkie walory można wykorzystać w kuchni, nie tylko do dekoracji dań. Moja przygoda z jadalnymi kwiatkami zaczęła się stosunkowo niedawno. Wcześniej raczej sceptycznie podchodziłam do przepisów wykorzystujących je. Postanowiłam jednak przekonać się, czy mój dystans warto dalej podtrzymywać. Już przy pierwszych próbach zmieniłam zdanie i wsiąkłam w takie dania i przetwory bardzo. Przyznaję, że większość receptur wymaga sporo zaangażowania, czasu i cierpliwości, ale koniec końców warto! Dzisiaj przepis na fiołkowy dżem.